Pan opiekuje się nami wszędzie, gdzie się udamy

Jakiś czas temu wybrałam się spontanicznie wraz z koleżanką Julią do Afryki. Tak naprawdę dokonując wyboru Państwa nie do końca wiedziałam, jak wyglądają obyczaje w krajach muzułmańskich. Prawdę mówiąc pomysł samotnego wyjazdu dwóch młodych kobiet, bez opieki mężczyzny był bardzo odważny. Nie chcę używać tu słowa nierozsądny ;) Przed wyjazdem pomodliłam się do Ojca o opiekę. Już podczas przesiadki w Brukseli, gdy wsiadałyśmy do docelowego samolotu, poznałyśmy Marcina, który jak się okazało podróżował samotnie. W Marakeszu postanowił odprowadzić nas do hotelu, a w hotelu stwierdził, że zamówi tam pokój i spędzi z nami kilka dni. Już na miejscu spotkaliśmy innego samotnego podróżnika z Polski, Bartka. Nie codziennie zdarzają się takie sytuacje, że spotykasz człowieka, masz z nim świetny kontakt i cała grupa dogaduje się jak najlepsi przyjaciele od lat.

I tak chłopaki opiekowali się nami w trakcie całego naszego pobytu w Maroko. Gdy na sekundę się oddalali, byłyśmy narażone na zaczepki ze strony muzułmanów – propozycje ślubu, niewybredne komentarze. Szczególnie wtedy, gdy zdarzyło się, że miałyśmy odkryte kostki i łokcie. Na jednym straganie targowali się, chcąc mnie zakupić za 5o wielbłądów. Nie zdawałyśmy sobie sprawy, że ta kultura jest aż tak odmienna. Kobiety nie spędzają tam czasu w restauracji – gdy ich mąż biesiaduje z kolegami, one chodzą dookoła placu miejskiego z dziećmi. Nigdy nie zapomnę spojrzeń, jakie rzucali w naszą stronę, gdy przebywałyśmy w lokalach… Jestem pewna, że gdyby nie męskie towarzystwo, wyrzuciliby nas. Przy tym kraj, do którego się udałyśmy jest uznawany za jeden z najbardziej liberalnych krajów muzułmańskich. To jak sytuacja wygląda w innych krajach? :D Nie chcę nawet myśleć :) W każdym razie, jak widzicie ochrona była konieczna.

Możesz sobie pomyśleć, że to przypadek. Że samotni mężczyźni, widząc dwie samotne kobiety w podróży mają zawsze nieczyste zamiary. Otóż nie. Sytuacja między nami była czysta jak łza, bez jakichkolwiek podtekstów damsko-męskich. Otoczyli nas opieką jak bracia, troszczący się o młodsze siostry. Mi samej Bóg dał wewnętrzne poczucie, że to opiekunowie, jakich nam zesłał. Takie sytuacje nie zdarzają się codziennie. Wiedziałam czyja to interwencja i kto tak naprawdę włożył im w serca taką troskę w stosunku do nas i chęć towarzyszenia nam. To było niesamowite. Wciąż myślę o nich, jak o aniołach. I tak z Julką o nich mówimy.

W drodze powrotnej spędziłyśmy trochę czasu w Mediolanie. Gdy tylko dotarłyśmy do miasta, podszedł do nas chłopak. Stwierdził, że pokaże nam miasto. Myślałyśmy, że chce pieniędzy lub czegoś innego. Okazało się, że ponownie, z zupełnie czystymi zamiarami, chce nam towarzyszyć. Potem w rozmowie przyznał, że jest chrześcijaninem i poczuł, żeby do nas podejść.

Pan opiekuje się nami, gdziekolwiek jesteśmy.